Wizyta w Pałacyku Wierusz‑Kowalskich w Brwinowie zaczyna się zazwyczaj zupełnie zwyczajnie – od przejścia przez park, w którym dzieci bawią się na placu zabaw, ktoś biega z psem, a ktoś inny czyta książkę na ławce. Dopiero po chwili, gdy ścieżka wykonuje delikatny łuk, zza drzew wyłania się jasna, symetryczna bryła budynku z klasycznym portykiem, reprezentacyjnymi schodami i kolumnami, które każą odruchowo zwolnić kroku. To moment, w którym cała ta część Brwinowa nagle przestawia się w głowie w tryb „małego uzdrowiska” albo „miasteczka willowego” – zaskakująco eleganckiego jak na tak kameralną skalę. Pałac po gruntownej rewitalizacji znów wygląda jak spełnione marzenie o domu z początku XX wieku, ale nie jest zamrożonym zabytkiem; w środku tętnią zajęcia, warsztaty i koncerty, a wnętrza wypełniają dźwięki muzyki, zapach farb z pracowni plastycznej i cichy gwar ludzi, którzy przyszli tu nie tyle oglądać historię, ile po prostu z niej korzystać.

Historia pałacyku
Rodzina Wierusz‑Kowalskich i narodziny brwinowskiej rezydencji
Historia pałacyku zaczyna się na dobre w pierwszych dekadach XX wieku, kiedy Tadeusz Wierusz‑Kowalski – nowy właściciel dóbr brwinowskich, obecny w lokalnej pamięci jako postać energiczna, zaangażowana w życie miejscowości – postanawia wznieść tu swoją letnią rezydencję. W źródłach pojawia się data 1936 roku jako moment ukończenia budowy, ale wcześniejsze opracowania wiążą pałac z początkiem XX stulecia; faktycznie, kiedy patrzy się na proporcje budynku i detale, wyraźnie czuć klimat międzywojennego nawiązania do tradycji klasycyzmu. Autorem projektu miał być Stanisław Grochowicz – architekt, który dobrze rozumiał, jak połączyć reprezentacyjną formę z komfortem mieszkania pod miastem, z dala od warszawskiego zgiełku, ale wciąż w jego orbicie. Pałac staje się letnią siedzibą rodziny: miejscem, do którego przyjeżdża się na wakacje i dłuższe pobyty, gdzie toczy się życie towarzyskie, gdzie w salonach rozbrzmiewa muzyka, a w parku rozgrywają się długie, letnie popołudnia.
Wierusz‑Kowalscy bardzo szybko stają się ważnymi bohaterami lokalnej historii – Tadeusz pojawia się w dokumentach jako pierwszy prezes zarządu Ochotniczej Straży Ogniowej, a jego postać w literacko podkolorowanej wersji trafia nawet do popularnej powieści i serialu „Stulecie Winnych”. Idąc dziś alejką w stronę pałacu, łatwo wyobrazić sobie tamten świat: elegancko ubranych gości przyjeżdżających z Warszawy pociągiem, służbę uwijającą się między kuchnią a ogrodem, dzieci biegające po trawnikach i rozmowy prowadzone na tarasie z widokiem na park. To właśnie wtedy utrwala się w krajobrazie Brwinowa obraz niewielkiego, ale aspirującego do miana podmiejskiej miejscowości letniskowej miasteczka z reprezentacyjnym pałacem w centrum.
Wojna, szpital polowy i powojenne losy
Wrzesień 1939 roku sprawia, że elegancka letnia rezydencja nagle musi przyjąć zupełnie inną funkcję. Podczas walk pod Brwinowem parter pałacu zamienia się w szpital polowy wojsk polskich – w reprezentacyjnych salach, w których niedawno podawano podwieczorki, stoją teraz łóżka i nosze, słychać odgłosy opatrunków, rozkazów i ciche rozmowy rannych. To doświadczenie na trwałe wpisuje się w historię budynku, a świadomość tego faktu mocno zmienia sposób, w jaki patrzy się dziś na odnowione wnętrza: za ozdobnymi sztukateriami i odtworzonymi schodami stoi pamięć o dniach, w których pałac był miejscem walki o życie. Po zajęciu miasta przez Niemców szpital zostaje zlikwidowany, a majątek przejmuje okupacyjny zarząd; spokojne, ziemiańskie życie rodziny Wierusz‑Kowalskich kończy się definitywnie.
Po wojnie pałac przejmuje Szkoła Główna Gospodarstwa Wiejskiego w Warszawie – budynek, zniszczony i ograbiony do gołych ścian, wymaga ogromu prac adaptacyjnych, by mógł służyć jako ośrodek dydaktyczny. Przez dziesięciolecia w pałacu toczą się zajęcia, wykłady, szkolenia, a uczelnia dobudowuje m.in. dużą aulę, która zmienia nieco skalę całego założenia. Z perspektywy spacerowicza ważniejsze jest jednak to, że w tym czasie zmienia się także sam park – częściowo przekształcany, częściowo pozostawiany naturze, tworzy nieco „dziki”, ale bardzo urokliwy krajobraz wokół rezydencji. Gdy w 2001 roku SGGW kończy swoją działalność w Brwinowie, pałac zostaje bez opieki i przez kilka lat dosłownie widać, jak czas przyspiesza: odpadające tynki, zniszczone okna, zarośnięte otoczenie – wszystko to sprawia wrażenie, że budynek może nie doczekać lepszych czasów.
Zakup przez gminę i rewitalizacja
Przełom przychodzi w 2015 roku, gdy po wieloletnich staraniach gminie Brwinów udaje się odkupić od SGGW pałac wraz z otaczającym go terenem o powierzchni blisko 8 hektarów. Pamiętam pierwsze wizyty w tamtym okresie – budynek wciąż był zamknięty, ale w rozmowach mieszkańców co chwilę przewijało się pytanie: „co z pałacem?”. Wizja stworzenia tu centrum kultury była od początku jasna: zamiast kolejnej martwej siedziby miało powstać żywe miejsce, w którym przeszłość spotka się z teraźniejszością. Rewitalizacja, prowadzona w kolejnych latach, okazała się zadaniem potężnym, ale efekt końcowy robi wrażenie. Od zewnątrz pałac odzyskał klarowność formy – odtworzony balkon podparty kolumnami, kamienne schody, dopracowana stolarka okienna i drzwiowa, świeży, ale nie „plastikowy” tynk, a nad tym wszystkim dach, który znów wygląda, jakby właśnie go położono.
We wnętrzach udało się przywrócić klimat międzywojennej rezydencji, jednocześnie wprowadzając wszystkie udogodnienia, jakich wymaga współczesna instytucja kultury. Odtworzono dębowe schody, zadbano o sztukaterie, drewniane podłogi i eleganckie żyrandole, a jednocześnie ukryto nowoczesne instalacje, dzięki którym w środku można prowadzić zajęcia, koncerty i wystawy bez walki z infrastrukturą. Podczas spaceru po korytarzach ma się wrażenie, że budynek znów oddycha pełną piersią – jakby ktoś zdjął z niego ciężką warstwę powojennej tymczasowości i przywrócił mu należną rangę. Dziś mówi się o nim coraz częściej jako o „Brwinowskim Pałacu Kultury”, co dobrze oddaje zarówno jego funkcję, jak i charakter.
Architektura i wnętrza
Bryła pałacu i fasada
Pałacyk Wierusz‑Kowalskich jest budynkiem jednopiętrowym, o dość zwartej, podłużnej bryle, który na pierwszy rzut oka kojarzy się z klasycznymi, międzywojennymi rezydencjami o tradycyjnej linii. Fasada frontowa zdominowana jest przez centralny ryzalit z portykiem – kilka kolumn dźwigających balkon tworzy tu rodzaj architektonicznej sceny, którą widać już z daleka, idąc przez park. Symetria elewacji, rytm okien i spokojne proporcje całości sprawiają, że budynek wydaje się większy niż jest w rzeczywistości, ale nie przytłacza; raczej zaprasza, by podejść bliżej, przyjrzeć się detalom, dotknąć chłodnego kamienia schodów. W słoneczny dzień jasne ściany pięknie kontrastują z zielenią drzew, a cienie rzucane przez kolumny i balustrady dodają fasadzie plastyczności.
Od strony parku bryła pałacu jest bardziej otwarta – duże okna, tarasowe zejścia ku zieleni i relacja z otoczeniem pokazują, że od początku projektowano go jako miejsce do życia „na styku” wnętrza i ogrodu. Z boku widać dobudowaną niegdyś aulę, która pełniła funkcję sali wykładowej na około 200 osób; dziś, po remoncie, harmonijniej wpisuje się w całość, ale wciąż czytelnie opowiada o powojennej karierze pałacu jako ośrodka akademickiego. Kiedy okrąża się budynek ścieżką parkową, co chwilę zmienia się perspektywa – raz widać go jak klasyczny dwór, raz jak niewielki miejski pałac, raz jak zaplecze dużego parku miejskiego, w którym architektura jest tylko jednym z wielu elementów.
Wnętrza – połączenie historii z nowoczesnością
Wejście do środka pałacu po remoncie jest trochę jak cofnięcie się w czasie, tylko że z wifi, windą i nowoczesnym systemem oświetlenia. W holu od razu zwracają uwagę odtworzone dębowe schody – masywne, ale eleganckie, z poręczą, która aż się prosi, żeby oprzeć na niej dłoń przy wchodzeniu na piętro. Na ścianach pojawiają się sztukaterie, elementy dekoracyjne i profilowane gzymsy, które przyjemnie łagodzą przejścia między kolejnymi pomieszczeniami. Światło padające z dużych okien łączy się z ciepłą poświatą stylowych kinkietów i żyrandoli – to nie jest surowa, minimalistyczna przestrzeń, ale miejsce, w którym świadomie przywrócono pewien rodzaj elegancji.
Poszczególne sale zostały zaaranżowane tak, by sprostać bardzo różnym funkcjom: są pracownie plastyczne z dużymi stołami i łatwo zmywalnymi podłogami, pracownia ceramiki ze specjalistycznym wyposażeniem, studio nagrań ukryte w jednej z części pałacu, pracownia stolarstwa, przestrzenie muzyczne i fotograficzne. Czuć, że nie próbowano tu zrobić „muzeum wnętrz pałacowych”, tylko żywy dom kultury – przy całym szacunku dla historii priorytetem jest możliwość działania. Idąc korytarzem, można zajrzeć do sali, gdzie dzieci malują, do innej, gdzie słychać ćwiczącą grupę muzyczną, a potem trafić na spokojniejszą przestrzeń wystawową, w której prezentowane są prace lokalnych twórców. To bardzo fizyczne doświadczenie: pod stopami drewniana podłoga, dookoła ślady dawnych podziałów wnętrz, a w środku współczesne życie kulturalne.
Pałac i park – przestrzeń codziennych spacerów
Park miejski wokół pałacu
Pałacyk Wierusz‑Kowalskich nie istnieje w próżni – otacza go park, który sam w sobie jest ważną atrakcją Brwinowa. Park miejski, częściowo wywodzący się z dawnego parku krajobrazowego, to mieszanka starodrzewu, polan, krętych ścieżek i współczesnych stref rekreacyjnych. Idąc w stronę pałacu od strony stacji kolejowej, przechodzi się obok placu zabaw, fontanny‑pluskowiska, szachów plenerowych, tężni solankowej czy strefy workout, ale im bliżej rezydencji, tym gęstsza staje się zieleń, a tym wyraźniej odczuwa się parkowy charakter miejsca. Pałac stanowi tu naturalne zwieńczenie spaceru – punkt, w którym wiele osób zatrzymuje się na chwilę, żeby zrobić zdjęcie, usiąść na ławce naprzeciwko fasady albo po prostu przyjrzeć się, jak budynek „pracuje” w przestrzeni.
Najbardziej lubię ten moment, gdy późnym popołudniem słońce zaczyna chować się za koronami drzew, a elewacja pałacu łapie ostatnie, ciepłe promienie. Wtedy park wokół cichnie, odzywają się ptaki, a z wnętrza dobiega przytłumiony gwar zajęć, jakby budynek oddychał równocześnie przeszłością i teraźniejszością. Spacerując alejkami, można co chwilę odwrócić się i zobaczyć pałac z innej perspektywy – między pniami drzew, z ukosa, z oddali, gdzie cała bryła wygląda jak wycięta z pocztówki. To idealna przestrzeń na niespieszny, wieczorny spacer po miasteczku, które ma szczęście mieć taką architektoniczną „wisienkę” w centrum.
Informacje dla odwiedzających
Dojazd: Pałacyk Wierusz‑Kowalskich znajduje się w samym centrum Brwinowa, tuż przy parku miejskim, w odległości krótkiego spaceru od stacji kolejowej Brwinów na linii Warszawa – Grodzisk Mazowiecki. Do Brwinowa najłatwiej dojechać pociągiem Kolei Mazowieckich z Warszawy (kierunek Skierniewice lub Grodzisk) albo samochodem drogą krajową nr 719; przy okolicznych ulicach dostępne są miejsca parkingowe.
Godziny zwiedzania: Budynek pełni funkcję Brwinowskiego Pałacu Kultury – wejście do środka możliwe jest w godzinach pracy Gminnego Ośrodka Kultury oraz podczas wydarzeń, koncertów i wernisaży. Sam park wokół pałacu jest ogólnodostępny przez większą część dnia, co pozwala oglądać rezydencję z zewnątrz o praktycznie dowolnej porze.
Bilety: Wejście do parku i podziwianie pałacu z zewnątrz jest bezpłatne. Udział w wybranych wydarzeniach, koncertach lub warsztatach organizowanych w pałacu może wymagać wcześniejszej rezerwacji miejsca i zakupu biletu lub wniesienia opłaty – zasady zależą od konkretnego programu GOK.
Zajęcia i oferta: W pałacu działa Gminny Ośrodek Kultury z bogatą ofertą warsztatów – od ceramiki i stolarstwa, przez zajęcia muzyczne i plastyczne, po spotkania literackie i wykłady. Aktualny program jest publikowany przez instytucję, a udział w wielu zajęciach jest możliwy także dla osób spoza Brwinowa po wcześniejszym zgłoszeniu.
Dostępność: Podczas rewitalizacji zadbano o dostosowanie budynku do potrzeb osób z ograniczoną mobilnością – wykonano m.in. odpowiednie dojścia, zmodernizowano wejścia i zaplanowano układ przestrzeni w taki sposób, by łatwiej poruszać się po pałacu.
Pałacyk jako centrum kultury
Nowe życie zabytku
Najciekawsze w Pałacyku Wierusz‑Kowalskich jest to, że udało się uniknąć losu wielu podobnych rezydencji, które po remoncie zamieniają się w skanseny. Tutaj zabytek naprawdę żyje – dzień po dniu budynek wypełniają zajęcia, próby, wystawy, spotkania autorskie, warsztaty dla dzieci, młodzieży i dorosłych. Wchodząc do środka w środku tygodnia, można natknąć się na próbę zespołu muzycznego w jednej sali, zajęcia plastyczne w innej, a na korytarzu – grupkę osób czekających na rozpoczęcie wieczornego wykładu. Pałac działa jak duży, dobrze zorganizowany dom, do którego co chwilę ktoś wchodzi i wychodzi, zostawiając po sobie ślady w postaci plakatów, ulotek i dobrych wspomnień.
To nowe życie zabytku widać też w samej relacji mieszkańców z miejscem. Pałac przestaje być „czyimś” domem – dawnych właścicieli, uczelni czy anonimowego zarządcy – a zaczyna być „nasz”, wspólny. Słychać to w rozmowach w parku, czuć podczas lokalnych wydarzeń, gdy ludzie opowiadają, że „idą do pałacu na koncert” albo „dziecko ma zajęcia w pałacu”. Taka zmiana jest ogromnie ważna, bo sprawia, że historia nie zamyka się w gablocie, tylko staje się codziennym doświadczeniem. Z perspektywy kogoś, kto lubi patrzeć, jak zabytki odzyskują sens, Pałacyk Wierusz‑Kowalskich jest jednym z najbardziej udanych przykładów rewitalizacji w tej części Mazowsza.
Podsumowanie
Pałacyk Wierusz‑Kowalskich w Brwinowie należy do tych miejsc, które najlepiej ogląda się nie w pośpiechu, ale w rytmie spokojnego spaceru – od wejścia do parku, przez pierwsze spojrzenie na jasną fasadę, po powolne przejście po wnętrzach, w których historia miesza się z dzisiejszym życiem kulturalnym. Z jednej strony to elegancka, międzywojenna rezydencja z klasycyzującą bryłą, śladami po burzliwym wrześniu 1939 roku i powojenną kartą akademicką; z drugiej – nowoczesny pałac kultury, w którym zamiast muzealnej ciszy panuje twórczy gwar. Ten podwójny charakter sprawia, że każda wizyta wygląda trochę inaczej: raz dominuje zachwyt nad architekturą, innym razem ciekawość zajrzenia do pracowni, jeszcze kiedy indziej – zwykła przyjemność posiedzenia na ławce przed budynkiem i obserwowania, jak ludzie wchodzą i wychodzą z zajęć.
W szerszej perspektywie pałacyk staje się jedną z najmocniejszych wizytówek Brwinowa – miejscem, które łączy w sobie wszystkie najważniejsze wątki tej miejscowości: położenie na linii kolejowej, letniskową tradycję, pamięć o wojnie, obecność instytucji naukowej i dzisiejszą, bardzo żywą lokalną społeczność. To adres, który warto dopisać do planu wycieczki po okolicach Pruszkowa, zwłaszcza jeśli podczas podróży szuka się nie tylko zabytków „do odhaczenia”, ale przede wszystkim miejsc z charakterem, w których przeszłość i teraźniejszość rozmawiają ze sobą w sposób naturalny i niewymuszony. Pałacyk Wierusz‑Kowalskich należy właśnie do tej kategorii – i dlatego po wyjściu z parku ma się zwykle ochotę kiedyś tu wrócić, zobaczyć kolejną wystawę, usłyszeć następny koncert albo po prostu jeszcze raz przejść po schodach, które pamiętają więcej historii, niż widać na pierwszy rzut oka.
